Na zawody czy w samotności?
Mamy połowę kwietnia i wielu już zaliczyło pierwsze zasiadki w nowym sezonie 2012 roku. Wielu także oczekuje na pierwsze w tym sezonie zawody, w których zgłosili swoje uczestnictwo.
Ta wstrętna komercja
Błyskawiczna i niezależna informacja, ale przede wszystkim możliwość swobodnej wymiany poglądów, dyskusje i twórcze, merytoryczne spory – to największa wartość internetu. Mam oczywiście świadomość, że w tym, co właśnie napisałem nie ma niczego specjalnie odkrywczego, ale czasami odnoszę nieodparte wrażenie, że dla niektórych teza zawarta na wstępnie może okazać się nie lada objawieniem…
Jesienne przemyślenia
Coraz krótsze dni, niskie temperatury, żółknące liście na drzewach to wyraźne zwiastuny zbliżającej się zimy. Zazwyczaj kiedy mija jakiś okres w naszym życiu przychodzi czas przemyśleń i refleksji. Pytamy jaki był dla nas ten mijający sezon karpiowy, co sobie zaplanowaliśmy, a co udało się zrealizować, jak spisywał się nasz sprzęt, co by tu dokupić a czego się pozbyć? Głównym jednak czynnikiem decydującym o ocenie mijającego sezonu są uzyskane przez nas osiągnięcia, zarówno sportowe jak i te prywatne, zmierzające w kierunku złowienia jak największej ryby i ustanowienia kolejnego rekordu życiowego. Takimi kryteriami również ja się dotychczas kierowałem…
Na wstępie chcę zaznaczyć, że będę przedstawiał tu opinie swoje i tylko swoje, bazując na obserwacji otaczającego mnie naszego, wspólnego karpiowego cyrku.
Okiem organizatora
Kolejne zawody karpiowe których byłem organizatorem przeszły już do historii. Można śmiało powiedzieć, że były to pod wieloma względami kolejne udane zawody. Miła atmosfera, piękna słoneczna pogoda, wiele złowionych pięknych karpi, oraz cenne nagrody powodują, że impreza cieszy się dużym zainteresowaniem. Z perspektywy organizatora, który nie uczestniczy w łowieniu inaczej postrzega się przygotowanie do zawodów jak i samo łowienie. Jak na każdym łowisku emocje zaczynają się już w momencie losowania stanowisk.
Magiczny Wygonin
Kto lubi powroty do rzeczywistości po urlopie? Chyba wyłącznie pracoholicy, ale oni zazwyczaj w ogóle rezygnują z urlopów. Nie zdążyłem się obejrzeć, a to już wrzesień. Długo nie siadałem do laptopa, bo pisanie blogów podczas urlopu nie należy do moich priorytetów. Od tygodnia praca wre, nowy „Karp Max” już prawie gotowy, tylko jeszcze relacje ze Srebrnego Haka i World Carp Classic i za tydzień do drukarni.
Jeszcze bardziej nie lubię zawodów
Wracam do tematu z poprzedniego blogu. Zastanawiałem się czy przypadkiem nie przesadziłem w swoim marudzeniu. Kiedy jednak trzy dni temu wracałem znad Łowiska Gosławice, te moje wątpliwości dotyczące owego NIELUBIENIA jeszcze bardziej się spotęgowały.
Jak ja nie lubię zawodów
Jak ja nie lubię zawodów! Dziwne zdanie, jak na kogoś kto wziął udział w setkach zawodów karpiowych. Przyznaję, dziwnie to mogło zabrzmieć, ale to prawda. Tylko, że nie miałem na myśli startowania w zawodach, a ich organizowanie. Bo to dwie zupełnie różne strony medalu.
