Ta wstrętna komercja
Błyskawiczna i niezależna informacja, ale przede wszystkim możliwość swobodnej wymiany poglądów, dyskusje i twórcze, merytoryczne spory – to największa wartość internetu. Mam oczywiście świadomość, że w tym, co właśnie napisałem nie ma niczego specjalnie odkrywczego, ale czasami odnoszę nieodparte wrażenie, że dla niektórych teza zawarta na wstępnie może okazać się nie lada objawieniem…
Bratnie dusze
Coś mi się zdaje, że to najwyższa pora abym zabrał głos w sprawie blogów. Dla większości czytelników portalu to sprawy zupełnie oczywiste, ale tym, którzy nie bardzo wiedzą w czym rzecz, zapewne konieczne są wyjaśnienia.
Lubię burdele
Zniesmaczonym i oburzonym czytelnikom, a także tym, którzy pośpieszą zaraz donieść mej małżonce, jakiego niegodziwca ma za męża wyjaśniam – mam na myśli tzw. „burdele karpiowe”. Burdele – takim właśnie, co by nie mówić obraźliwym mianem zwykli nazywać łowiska komercyjnie niektórzy łowcy cyprinusów, uważający się za jedynych sprawiedliwych…
Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz to robiłem … Cztery lata temu? Trzy? Jedno jest pewne – dawno, dawno temu. Doszukujących się mało wyrafinowanego żartu uspokajam – nie, nie mam na myśli „tego”. Piszę o rzucaniu. Tak, o rzucaniu. Wędką oczywiście.
Gdzie te czasy kiedy miało się czas?
„Czas jest jak rzeka, czym bliżej ujścia, tym wolniej płynie”. Ktoś kiedyś tak ładnie powiedział. Z życiem jest jednak odwrotnie, czym dalej, tym mniej na wszystko czasu. Chociaż to dopiero połowa października, ale już mogę sobie powiedzieć, że tegoroczne karpiowanie było dla mnie bardzo mizerne.
