24-01-12

Jak w kościele

Wiem, że niektórym przejadły się artykuły na temat łowisk, ale mimo wszystko postaram się napisać kilka zdań o zakończonym niedawno pobycie na łowisku Rainbow we Francji. Śledząc wpisy na blogach wiem, że różne są opinie o komercji i łowisku takim jak Rainbow, ale głównie negatywne opinie wypowiadane są przez osoby, które nigdy tam nie były i wiedzą co nieco o tej wodzie z opowiadań i filmików na YouTube. Szczególnie chcę przybliżyć to łowisko kolegom którzy marzą o tym aby kiedyś móc tam łowić. Przyznam szczerze, że jeszcze dwa miesiące temu nawet o tym nie śniłem. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba…

Żeby złowić wystarczy tam być. Takie stwierdzenia pojawiają się prawie zawsze w komentarzach pod publikacjami z moich karpiowych wypraw.  Najczęściej są one autorstwa osób mi nieżyczliwych, ale nie tylko.

02-12-11

Lubię burdele

Zniesmaczonym i oburzonym czytelnikom, a także tym, którzy pośpieszą zaraz donieść mej małżonce, jakiego niegodziwca ma za męża wyjaśniam – mam na myśli tzw. „burdele karpiowe”. Burdele – takim właśnie, co by nie mówić obraźliwym mianem zwykli nazywać łowiska komercyjnie niektórzy łowcy cyprinusów, uważający się za jedynych sprawiedliwych…

Kolejne zawody karpiowe których byłem organizatorem  przeszły już do historii. Można śmiało powiedzieć, że były to pod wieloma względami kolejne udane zawody. Miła atmosfera, piękna słoneczna pogoda, wiele złowionych pięknych karpi, oraz cenne nagrody powodują, że impreza cieszy się dużym zainteresowaniem. Z perspektywy organizatora, który nie uczestniczy w łowieniu inaczej postrzega się przygotowanie do zawodów jak i samo łowienie. Jak na każdym łowisku emocje zaczynają się już w momencie losowania stanowisk.

Lubię pierwsze razy. Żeby nie było niedomówień, mam na myśli pierwszy raz nad nową wodą… łowienie oczywiście. Nowy krajobraz, nierozpoznana woda, zarzucone zestawy, czekanie na pierwszy odjazd. Zawsze kiedy odwiedzam nowe łowisko, zwłaszcza tzw. dzikie, gdzie nikt tak naprawdę nie wie, co kryje ono w głębinach, wyobrażam sobie zmagania z rybą życia. Rzeczywistość zazwyczaj bywa jednak aż nazbyt prozaiczna. „Panie, wielkie ryby to tutaj były, ale ze trzydzieści lat temu” – często słyszę od napotkanych miejscowych. Zazwyczaj jednak im nie dowierzam, bo sami łowią leszczyki i okonki, bo przecież karpie to „zrywają wszystko”. Komu zrywają, temu zrywają.

Jak ja nie lubię zawodów! Dziwne zdanie, jak na kogoś kto wziął udział w setkach zawodów karpiowych. Przyznaję, dziwnie to mogło zabrzmieć, ale to prawda. Tylko, że nie miałem na myśli startowania w zawodach, a ich organizowanie. Bo to dwie zupełnie różne strony medalu.