Jak w kościele
Wiem, że niektórym przejadły się artykuły na temat łowisk, ale mimo wszystko postaram się napisać kilka zdań o zakończonym niedawno pobycie na łowisku Rainbow we Francji. Śledząc wpisy na blogach wiem, że różne są opinie o komercji i łowisku takim jak Rainbow, ale głównie negatywne opinie wypowiadane są przez osoby, które nigdy tam nie były i wiedzą co nieco o tej wodzie z opowiadań i filmików na YouTube. Szczególnie chcę przybliżyć to łowisko kolegom którzy marzą o tym aby kiedyś móc tam łowić. Przyznam szczerze, że jeszcze dwa miesiące temu nawet o tym nie śniłem. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba…
Baitboatomania
Baitboatmania jak by to słowo nie brzmiało idiotycznie, to w całości oddaje to, co dzieje się przed rozpoczęciem karpiowego sezonu 2011. W poprzednich latach obserwowałem bardzo podobne zjawisko, ale dotyczyło przede wszystkim namiotów, wędek i kołowrotków. Technika XXI wieku błyskawicznie dotarła jednak również do nas.
Nasi drodzy poligloci
Wystarczy zajrzeć do aktualności na naszym portalu, aby szybko się zorientować jak wiele powstaje nowych klubów i stowarzyszeń grupujących polskich karpiarzy. Jak do tego dodamy dziesiątki zawodów karpiowych organizowanych w różnych rejonach kraju, otrzymamy obraz niezwykle szybko rozwijającego się karpiowego rynku.
Zimowe lenistwo
A co mnie do licha obchodzi to, że oni chcą czytać te moje bazgroły? Taka była moja pierwsza reakcja kiedy nad mokrością pojawił się redaktor. Skubany zna moja mokrość doskonale, więc wiedział, że w tym miejscu jest źródełko, w ogóle nie twardnieje mokrość i lubię tu się lenić.
Jeszcze bardziej nie lubię zawodów
Wracam do tematu z poprzedniego blogu. Zastanawiałem się czy przypadkiem nie przesadziłem w swoim marudzeniu. Kiedy jednak trzy dni temu wracałem znad Łowiska Gosławice, te moje wątpliwości dotyczące owego NIELUBIENIA jeszcze bardziej się spotęgowały.
Ta druga część zdania to wcale nie jest pytanie, które zadaję sobie każdego ranka podczas porannej kawy. Taki temat jednak dość często pojawia się w rozmowach z karpiarzami. Ostatnio podczas Karp Festiwalu w Zabrzu miałem okazję porozmawiać z paroma osobami bywającymi w świecie, właśnie na temat naszych łowisk karpiowych.
Zacznijmy od Felka. Czytelnicy mojej książki „Karp” znają go doskonale. Był, przepraszam, jest w dalszym ciągu, realnym karpiem, moją pierwszą piętnastką plus, z którym wiążą się niezwykłe wspomnienia. To właśnie Felek stał się współ narratorem mojej książki, to on spod wody relacjonował życie w pewnym niewielkim jeziorze, opowiadał o pierwszym zetknięciu z dziwnymi kulkami i suszakami siedzącymi na brzegu. Iluż to czytelników sugerowało abym podjął kontynuację opowieści Felka Płetwy. No cóż, od 13 lat zabieram się za to i wciąż nie starcza czasu.
