Jak zrobić „ptasie jedzenie”
W poprzednim wpisie na temat nęcenia obiecałem, że przy następnej okazji przybliżę Wam moje sposoby na własnoręczne wykonanie mieszanki Bird Food. A więc zapraszam do czytania.
Bratnie dusze
Coś mi się zdaje, że to najwyższa pora abym zabrał głos w sprawie blogów. Dla większości czytelników portalu to sprawy zupełnie oczywiste, ale tym, którzy nie bardzo wiedzą w czym rzecz, zapewne konieczne są wyjaśnienia.
Jak ja nie lubię zawodów
Jak ja nie lubię zawodów! Dziwne zdanie, jak na kogoś kto wziął udział w setkach zawodów karpiowych. Przyznaję, dziwnie to mogło zabrzmieć, ale to prawda. Tylko, że nie miałem na myśli startowania w zawodach, a ich organizowanie. Bo to dwie zupełnie różne strony medalu.
Ta druga część zdania to wcale nie jest pytanie, które zadaję sobie każdego ranka podczas porannej kawy. Taki temat jednak dość często pojawia się w rozmowach z karpiarzami. Ostatnio podczas Karp Festiwalu w Zabrzu miałem okazję porozmawiać z paroma osobami bywającymi w świecie, właśnie na temat naszych łowisk karpiowych.
Zimowe znikanie wszystkiego
Jak ja nie lubię pakowania. Co tam pakowanie, jak ja nie znoszę szukania wszystkiego co potrzebne do wyjazdu, zwłaszcza po raz pierwszy w roku. Te zimowe przerwy są okropne, nie tylko dlatego, że siedzi się w domu, a nie nad wodą, ale z powodu zimowego znikania wszystkiego.
Z jednej strony wiosna kalendarzowa tuż, tuż, za parę dni wyjazd nad Rainbow, a za oknem wciąż sypie. Byłem wczoraj nad wodą. Na jeziorach wędkarze łowią spod lodu (czemu mnie jakoś do tego nie ciągnie?), więc pokrywa musi być gruba, ciekawe czy do maja zejdzie. Ale pierwsze oznaki zmiany już widać, gdzieniegdzie pokazują się zielone pędy, do tego widziałem kilka kluczy lecących dzikich gęsi. Biedne, przecież nie zrobią sobie iglo. Ale to nie trzymająca zima wkurza mnie najbardziej, a ludzie.
Zacznijmy od Felka. Czytelnicy mojej książki „Karp” znają go doskonale. Był, przepraszam, jest w dalszym ciągu, realnym karpiem, moją pierwszą piętnastką plus, z którym wiążą się niezwykłe wspomnienia. To właśnie Felek stał się współ narratorem mojej książki, to on spod wody relacjonował życie w pewnym niewielkim jeziorze, opowiadał o pierwszym zetknięciu z dziwnymi kulkami i suszakami siedzącymi na brzegu. Iluż to czytelników sugerowało abym podjął kontynuację opowieści Felka Płetwy. No cóż, od 13 lat zabieram się za to i wciąż nie starcza czasu.
