Będąc od kilkunastu lat obserwatorem raz bardziej czynnym, raz biernym naszej sceny karpiowej mogę bezwzględnie stwierdzić, że tematem, który  przez cały ten okres nie stracił na wadze jest dylemat – podawać wagę, czy nie podawać wagi,  podać nazwę wody,  czy może w ogóle nie pokazywać swoich zdjęć?

Żeby złowić wystarczy tam być. Takie stwierdzenia pojawiają się prawie zawsze w komentarzach pod publikacjami z moich karpiowych wypraw.  Najczęściej są one autorstwa osób mi nieżyczliwych, ale nie tylko.

10-12-11

Bratnie dusze

Coś mi się zdaje, że to najwyższa pora abym zabrał głos w sprawie blogów. Dla większości czytelników portalu to sprawy zupełnie oczywiste, ale tym, którzy nie bardzo wiedzą w czym rzecz, zapewne konieczne są wyjaśnienia.

02-12-11

Lubię burdele

Zniesmaczonym i oburzonym czytelnikom, a także tym, którzy pośpieszą zaraz donieść mej małżonce, jakiego niegodziwca ma za męża wyjaśniam – mam na myśli tzw. „burdele karpiowe”. Burdele – takim właśnie, co by nie mówić obraźliwym mianem zwykli nazywać łowiska komercyjnie niektórzy łowcy cyprinusów, uważający się za jedynych sprawiedliwych…

Na wstępie chcę zaznaczyć, że będę przedstawiał tu opinie swoje i tylko swoje, bazując na obserwacji otaczającego mnie naszego, wspólnego karpiowego cyrku.

„Czas jest jak rzeka, czym bliżej ujścia, tym wolniej płynie”. Ktoś kiedyś tak ładnie powiedział. Z życiem jest jednak odwrotnie, czym dalej, tym mniej na wszystko czasu. Chociaż to dopiero połowa października, ale już mogę sobie powiedzieć, że tegoroczne karpiowanie było dla mnie bardzo mizerne.