Odwieczne dylematy karpiarza
Będąc od kilkunastu lat obserwatorem raz bardziej czynnym, raz biernym naszej sceny karpiowej mogę bezwzględnie stwierdzić, że tematem, który przez cały ten okres nie stracił na wadze jest dylemat – podawać wagę, czy nie podawać wagi, podać nazwę wody, czy może w ogóle nie pokazywać swoich zdjęć?
Żeby złowić wystarczy tam być
Żeby złowić wystarczy tam być. Takie stwierdzenia pojawiają się prawie zawsze w komentarzach pod publikacjami z moich karpiowych wypraw. Najczęściej są one autorstwa osób mi nieżyczliwych, ale nie tylko.
Bratnie dusze
Coś mi się zdaje, że to najwyższa pora abym zabrał głos w sprawie blogów. Dla większości czytelników portalu to sprawy zupełnie oczywiste, ale tym, którzy nie bardzo wiedzą w czym rzecz, zapewne konieczne są wyjaśnienia.
Lubię burdele
Zniesmaczonym i oburzonym czytelnikom, a także tym, którzy pośpieszą zaraz donieść mej małżonce, jakiego niegodziwca ma za męża wyjaśniam – mam na myśli tzw. „burdele karpiowe”. Burdele – takim właśnie, co by nie mówić obraźliwym mianem zwykli nazywać łowiska komercyjnie niektórzy łowcy cyprinusów, uważający się za jedynych sprawiedliwych…
Na wstępie chcę zaznaczyć, że będę przedstawiał tu opinie swoje i tylko swoje, bazując na obserwacji otaczającego mnie naszego, wspólnego karpiowego cyrku.
Gdzie te czasy kiedy miało się czas?
„Czas jest jak rzeka, czym bliżej ujścia, tym wolniej płynie”. Ktoś kiedyś tak ładnie powiedział. Z życiem jest jednak odwrotnie, czym dalej, tym mniej na wszystko czasu. Chociaż to dopiero połowa października, ale już mogę sobie powiedzieć, że tegoroczne karpiowanie było dla mnie bardzo mizerne.
