Pytanie w tytule nie jest przypadkowe, bo mamy taka porę roku, w której wędkarze cierpią na wszechogarniającą nudę. No może nie wszyscy, bo spinningiści już szykują się na rozpoczęcie sezonu trociowego, ale karpiarzy to pewnie niezbyt interesuje. Ile w końcu można czyścić sprzęt, przekładać go z miejsca na miejsce, wiązać przypony, oglądać jeszcze ubiegłoroczne katalogi firm wędkarskich, czy siedzieć z wybałuszonymi oczami przed ekranem komputera, oglądając co też ciekawego, lub też „ciekawego” mają do powiedzenia inni, którzy też się śmiertelnie nudzą?

10-12-11

Bratnie dusze

Coś mi się zdaje, że to najwyższa pora abym zabrał głos w sprawie blogów. Dla większości czytelników portalu to sprawy zupełnie oczywiste, ale tym, którzy nie bardzo wiedzą w czym rzecz, zapewne konieczne są wyjaśnienia.

Kolejne zawody karpiowe których byłem organizatorem  przeszły już do historii. Można śmiało powiedzieć, że były to pod wieloma względami kolejne udane zawody. Miła atmosfera, piękna słoneczna pogoda, wiele złowionych pięknych karpi, oraz cenne nagrody powodują, że impreza cieszy się dużym zainteresowaniem. Z perspektywy organizatora, który nie uczestniczy w łowieniu inaczej postrzega się przygotowanie do zawodów jak i samo łowienie. Jak na każdym łowisku emocje zaczynają się już w momencie losowania stanowisk.

Nie pamiętam już, kiedy ostatni raz to robiłem … Cztery lata temu? Trzy? Jedno jest pewne – dawno, dawno temu. Doszukujących się mało wyrafinowanego żartu uspokajam – nie, nie mam na myśli „tego”. Piszę o rzucaniu. Tak, o rzucaniu. Wędką oczywiście.

„Czas jest jak rzeka, czym bliżej ujścia, tym wolniej płynie”. Ktoś kiedyś tak ładnie powiedział. Z życiem jest jednak odwrotnie, czym dalej, tym mniej na wszystko czasu. Chociaż to dopiero połowa października, ale już mogę sobie powiedzieć, że tegoroczne karpiowanie było dla mnie bardzo mizerne.

Lubię pierwsze razy. Żeby nie było niedomówień, mam na myśli pierwszy raz nad nową wodą… łowienie oczywiście. Nowy krajobraz, nierozpoznana woda, zarzucone zestawy, czekanie na pierwszy odjazd. Zawsze kiedy odwiedzam nowe łowisko, zwłaszcza tzw. dzikie, gdzie nikt tak naprawdę nie wie, co kryje ono w głębinach, wyobrażam sobie zmagania z rybą życia. Rzeczywistość zazwyczaj bywa jednak aż nazbyt prozaiczna. „Panie, wielkie ryby to tutaj były, ale ze trzydzieści lat temu” – często słyszę od napotkanych miejscowych. Zazwyczaj jednak im nie dowierzam, bo sami łowią leszczyki i okonki, bo przecież karpie to „zrywają wszystko”. Komu zrywają, temu zrywają.

30-06-11

Chiński syndrom

Podczas jednej z ostatnich zasiadek karpiowych miałem okazję podyskutowania na temat sprzętu, a dokładniej jego jakości. Z Mirkiem Okońskim wspominaliśmy legendarne, dzisiaj już kultowe produkty sprzed lat, które w zestawieniu z wieloma ich dzisiejszymi odpowiednikami były niczym lexusy, w zestawieniu z jakością renówek sprzed paru lat.

czytaj całość

Wiosna tego roku była najkrótszą w historii świata, bo jak pisałem poprzedni wpis do bloga, to właśnie miała się zaczynać, natomiast teraz, siedząc nad kolejnym wpisem, spoglądając w kalendarz widzę, że zaczyna się … lato. No cóż, świat co chwilę zaskakuje nas czymś nowym – to wulkan wybuchnie i samoloty nie mogą latać, to łapią Bin Ladena, a po chwili jakiś inny w ręczniku na głowie ogłasza, że jest na jego miejscu i on to dopiero pokaże.

26-03-11

Baitboatomania

Baitboatmania jak by to słowo nie brzmiało idiotycznie, to w całości oddaje to, co dzieje się przed rozpoczęciem karpiowego sezonu 2011. W poprzednich latach obserwowałem bardzo podobne zjawisko, ale dotyczyło przede wszystkim namiotów, wędek  i kołowrotków. Technika XXI wieku błyskawicznie dotarła jednak również do nas.

Wystarczy zajrzeć do aktualności na naszym portalu, aby szybko się zorientować jak wiele powstaje nowych klubów i stowarzyszeń grupujących polskich karpiarzy. Jak do tego dodamy dziesiątki zawodów karpiowych organizowanych w różnych rejonach kraju, otrzymamy obraz niezwykle szybko rozwijającego się karpiowego rynku.