Pytanie w tytule nie jest przypadkowe, bo mamy taka porę roku, w której wędkarze cierpią na wszechogarniającą nudę. No może nie wszyscy, bo spinningiści już szykują się na rozpoczęcie sezonu trociowego, ale karpiarzy to pewnie niezbyt interesuje. Ile w końcu można czyścić sprzęt, przekładać go z miejsca na miejsce, wiązać przypony, oglądać jeszcze ubiegłoroczne katalogi firm wędkarskich, czy siedzieć z wybałuszonymi oczami przed ekranem komputera, oglądając co też ciekawego, lub też „ciekawego” mają do powiedzenia inni, którzy też się śmiertelnie nudzą?

Na szczęście wraz nastaniem nowego roku zbliża się czas targów wędkarskich. I to pewnie właśnie one będą tematem numer jeden najbliższych tygodni. Karpiarze zaczną wydzwaniać do znajomych karpiarzy z pytaniem czy jadą do Zabrza. Właściciele firm karpiowych zaczną wydzwaniać do znajomych właścicieli innych firm karpiowych, z pytaniem czy zamierzają się wystawiać w Zabrzu. Jeszcze inni zaczną się dopytywać „a cóż to za targi w Poznaniu?”. Będą też tacy, którzy stwierdzą, że mają gdzieś polskie targi, bo tu żadnych nowości nie można zobaczyć, więc jadą na wystawy do Holandii czy Belgii.


I tak myśląc o tym wszystkim zaczynam zadawać obie pytanie, czy w dzisiejszych czasach targi wędkarskie w ogóle są potrzebne? Czy internet nie zastąpił tego typu imprez? Czy nie wystarczy siedząc przy kawce czy piwku, wejść na strony kilku firm wędkarskich, czy sklepów internetowych. Przecież tam można sobie wszystko obejrzeć, dowiedzieć się o cenach. Czyżby internet zastąpił nam wszystko?


Odpowiedź jawi mi się natychmiast i jest bardzo prosta. Otóż, nie jest w stanie zastąpić rzeczywistości i namacalnego doznania jakie daje nam wzięcie do ręki sprzętu, powąchanie atraktorów, czy położenie się na łóżku karpiowym. Czym bliżej nowego roku, tym więcej dostaję telefonów lub maili od czytelników, którzy proszą o radę przy zakupie sprzętu. Pytania typu „jaką wędkę mam kupić”, czy „który kołowrotek mi pan poleci” są nagminne. Pytają, bo sądzą, że w redakcji wiemy o wszystkich nowościach rynkowych, ba, że na co dzień je testujemy. Tak jednak nie jest. Owszem, mamy dostęp do wielu nowości, ale przy tej ilości oferowanych na rynku wędzisk, kołowrotków czy namiotów, w żaden sposób nie jesteśmy w stanie wypróbować ich wszystkich. A przecież żeby coś doradzić, to muszę być przekonany, że chociaż co nieco wiem na temat tego sprzętu. Sygnalizatory, kołowrotki, to są urządzenia, które od biedy można zrecenzować „na sucho”, ale wędziska? Co można powiedzieć o karpiówce, jeżeli miało się ją w ręku przez chwilę? Jednak czasami właśnie ta „chwila” wystarcza, aby zdecydować się na kupno. Dlatego tak ważne są targi. Jeżeli ktoś ma dylematy opisane powyżej, to właśnie podczas takich imprez może zapoznać się z ofertą wielu producentów, na gorąco ją porównać i wydać opinię.


Przed kilkunastoma laty co roku jeździłem  na targi karpiowe do Belgii – do Genk i do Jansena. To były jednak czas kiedy w Polsce sprzętu karpiowego było jak na lekarstwo, więc taka wyprawa pozwalała na zaopatrzenie się na cały sezon. W pomieszczeniu na piętrze u Jansena stały 3 rzędy karpiówek, od najtańszych do najdroższych, od prostych, po wyrafinowane. Żeby zdecydować się na ten jeden, jedyny kij, potrzebowałem nieraz kilku godzin na dotykanie, zginanie, mocowanie kołowrotków z żyłką, żeby sprawdzić jak wędzisko się zachowuje pod dużym ciężarem. To był prawdziwy raj! Kilkadziesiąt różnych wędzisk w jednym pomieszczeniu.


Targi wędkarskie w Polsce biegły różnymi torami. Były imprezami gdzie wystawiały się głównie wielkie firmy ogólnowędkarskie, gdzie wędkarstwo łączyło się z propozycjami dla myśliwych i motorowodniaków, wreszcie gdzie pojawiali się sami karpiarze. Z różnych względów do dzisiaj przetrwał jedynie Karp Festiwal, chociaż swoich sił próbują również inni. Rybomania w Poznaniu,  jak do tej pory zaliczała same falstarty, ale być może powoli będzie to ulegać zmianie. Szczerze mówiąc marzą mi się takie targi, w których wezmą udział wszystkie liczące się firmy na naszym rynku. Takie targi, podczas których będę mógł obejrzeć nowości, propozycje zarówno specjalistycznych firm karpiowych, jak i ogólnowędkarskich, które przecież mają w swojej ofercie wiele ciekawego właśnie karpiowego sprzętu.


Czy powrót do idei jednych wielkich targów jest możliwy? Myślę, że tak, jednak największym wyzwaniem jest przekonanie tych wielkich, że ich pojawienie się na targach to ani sprawa prestiżu, ani nie kwestia wyłożenia znacznych kwot na przygotowanie. To przede wszystkim zrozumienie, że tego chcą wędkarze, że to właśnie targi powinny być miejscem gdzie raz do roku można przyjechać i zapoznać się z pełną ofertą na kolejny sezon. Sprawa jednak nie jest łatwa, bowiem duzi producenci nie chcą brać udziału, w jak to nazywają „kiermaszu”, gdzie nie tylko pokazuje się sprzęt, ale także się go sprzedaje. Jeżeli znajdzie się pomysł, jak pogodzić te dwie sprzeczności w interesach firm (ale również uczestników, którzy oprócz oglądania mogliby na miejscu zaopatrzyć się w sprzęt), wtedy pewnie możliwy będzie powrót do dużej imprezy targowej.


Póki co, przyjdzie szykować się do odwiedzenia Rybomanii w Poznaniu pod koniec lutego i Karp Festiwalu w Zabrzu na początku marca. Szkoda tylko, że te drugie targi, w końcu najdłuższe stażem ze wszystkich, które nadal organizowane są w Polsce, znów odbędą się w tym samym terminie co wielkie targi karpiowe w Anglii. Przez to kilku znakomitych gości, którzy wstępnie chcieli odwiedzić Zabrze, do niego nie zawitają. I znów, jak zwykle, mądry będzie Polak po szkodzie.

Przemysław Mroczek


Mokrość nie chce się zrobić twarda! Najstarsze pełnołuskie, a nawet Wielki Łeb tego nie pamiętają. W czasie kiedy suszaki pożerają stada naszych braci (tak przynajmniej w naszych podaniach jest zapisane), mokrość zawsze stawała się twarda. A tu proszę, przed chwilą z pewnym niepokojem zbliżyłem się do zetknięcia z suchością i…nic! Nawet sobie wesoło wyskoczyłem w suchość. Poczułem się niemal jak w dniach kiedy ciepłem żarzy się świetlny krąg, a przecież to zupełnie inna pora. Czyżby coś się w przyrodzie zmieniało. Jak tak dalej pójdzie, to suszaki zamiast siedzieć w swoich norach, niedługo pojawią się i zaczną wrzucać do mokrości kolorowe kulki. A ja przecież postanowiłem sobie, że w tym okresie trochę poprawię sobie linię.  Dziwne rzeczy dzieją się tam w suchości. Kto wie dlaczego?

Felek Płetwa

Komentarze

  • 29-12-2011 | pracuś

    Żeby się nie nudzić, trzeba się wziąć do roboty :-)

  • 29-12-2011 | Robert Fulara F2

    Najważniejsze Felek byś ty się miał dobrze ich świat i tak wokół ciebie się kręci.Suchość zawsze była pokręcona obiecali cię kochac i czułko całować a tu masz zjedli brata,siostrę nawet dzieciaków nieoszczędzili i jeszcze będą mieli pretensje że was tak mało. Suchością wirus opentał moj dziadek powiadał że bezduszność zapanowała że matka natura zła na to wszystko... Uważaj przyjacielu z tym charcowaniem nad wodą to czas zmor bezwzględnych podłych suszaków. masz pozdrowienia od wójka i ciotki z pod Płocka dobrze się mają rosną na potegę w dzikości Pozdrów tego naczelnego pare ładnych lat temu do Genk razem śmigalismy a ze 1200km tego było tak! tak! o sprzęcior chodziło, nie wkur...j się wiem że nie lubisz szczególnie te co ci pyska charatają.Ma chlopina racje z tymi targami kto to przeliczał przygoda,przeżycie się liczyło dotyk bezcenny. Tym czasem! daj mordy nie martw się kiedyś będzie lepiej..

  • 01-01-2012 | Rafał

    Jednak ktoś jeszcze dba o mokrego felka i dolewa mu wody do jego bajora......:):):):):), a i dobrze bo jeszcze ktoś z tych co dbają o to bajorko z nudów mogło by zapomieć o ( biednym ) mokrym felusiu....wszystkiego dobrego w nowym roku dla tych co dbają i nie dbają.

  • 02-01-2012 | wojtek

    Taa... Targi bez sprzedarzy, w naszym, pięknym kraju :O Nasi handlowcy są jak dziadki mięsiarze, tylko, że im nie "karta musi się wrócić" a "koszty". Powierzchnia "wystawowa", hotel, dojazd, wnoszenie i znoszenie "gratów' na stoisko - to wszystko kosztuje a ... tylu klientów "na raz", w jednym miejscu! I jak tu nie skorzystać "z okazji"??? "OKAZJI" - bo opchają komplet kijków czy dwa, kilka mat, wyro, namiot i pół tony "zarcia"... "OKAZJI" - bo opchali by znacznie więcej, po targach, gdyby potencjalny klient mógł obejrzeć te "fantastyczne", nowe kijachy, namiot czy wyrko ... A nie usłyszeć, nierzadko po "zrobieniu' kilkuset km., tekstu w stylu "jeszcze godzinę temu mieli my ale sprzedali my"... Ale zimy nie ma, więc śnieg trawy nie przykrył, dlatego słychać co nieco, co w niej piszczy... A "piszczy", że wśród kiermaszowych stoisk, gdzie mają mech, mydło i powidło a promocja, promocję goni, pojawi się takie, na którym można będzie zapoznać się z prawie pełną ofertą jednego producenta i to przez całe targi, bo importer będzie się wystawiał a nie "wiejskie targowisko" odstawiał...

  • 03-01-2012 | wojciech

    No Ja nie wyobrażam sobie roku bez targów na szczęście mieszkam kolo granicy Holenderskiej i jak co roku wybieram się z synem w dniach 4\5 luty na targi Karpiowe do Zwolle (http://www.carpzwolle.nl/)prawdopodobnie największe targi w europie. W zeszłym roku było tego dużo dzień zszedł szybko na oglądaniu dotykaniu i sprawdzeniu swoich sil na symulatorze holu karpia ;) A w tym roku ma być jeszcze więcej.Już się doczekać nie umie :) pozdrawiam