Co cztery lata, na przełomie czerwca i lipca mam ten sam problem. Nazywa się on Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Sam w sobie nie byłby problemem, gdybym był wyłącznie kibicem, a nie wędkarzem, również.

Połączenie tych dwóch spraw przyznam się, jest trudne. Przed laty uważałem, że każdy porządny facet powinien interesować się trzema aspektami doczesnego życia: łowieniem ryb, piłką kopaną i kobietami oczywiście. Z czasem zaczęły się w tym moim rozumowaniu pojawiać pewne luki. No bo wynikałoby z tego, że każdy kibic powinien być wędkarzem, nie mówiąc o tym, że miłośnikiem kobiet również. I tu zaczynają się schody. Kibiców (nie wliczam w to kiboli) w Polsce jest z kilkanaście milionów. Gdyby wszyscy zaczęli łowić ryby, to szybko trzeba by było przerzucić się na inne hobby, albo wyemigrować do bardziej normalnego kraju, a na dodatek nastał by w Polsce kryzys na rynku patelnianym i olejowym z pierwszego tłoczenia również. To już lepiej żeby kibice dalej kibicowali i nie ruszali się z domu. Co do zainteresowania kobietami, to nie bardzo widzę możliwość połączenia tego z łowieniem. Wiem, wiem, są wędkarze, nie mówiąc o karpiarzach, którzy wyjeżdżają na zasiadki wraz z żonami, przyjaciółkami itp. To nie dla mnie. Wyobraźcie sobie aborygena polującego na diabła tasmańskiego (to nieważne, że oni tego nie robią) w towarzystwie pań aborygenek. Przecież nie dałoby się niczego upolować w takich?warunkach. Kto by wówczas myślał o polowaniu?
No dobrze, dość daleko odbiegłem od tematu dzisiejszego wypracowania. Mundial. Od 1974 r. oglądałem w TV wszystkie mistrzostwa piłki kopanej, ba, widziałem niemal każdy mecz. Ze szkodą dla łowienia oczywiście. Owszem, teraz są przenośne telewizorki na akumulatory, które można zabrać na łowisko. Coraz częściej widuje się anteny wystawione ponad namioty. Ja jednak jakoś nie mogę się do tego przekonać, bo kłóci się z moim podejściem do karpiowania. Wszelkie telewizory czy radia zakłócają mi percepcję obserwowania tego co się dzieje na wodzie. To, że te zakłócanie bywa dość znaczące, zaobserwowałem podczas ostatniej Letniej Batalii nad Nekielką. Mniej więcej co czwarty zespół miał TV i popołudniami i wieczorami oddawał się kibicowaniu. Ci, którzy wystawili telewizory na zewnątrz mieli jeszcze szanse śledzenia tego co na wodzie, ale zamknięci w ścianach namiotu tej szansy sami się pozbawiali. Nie łowiąc, miałem nieskrępowane możliwości oglądania tego co dzieje się w RPA, ale jednocześnie z lornetką przy oczach śledziłem wodę. Zdarzały się momenty kiedy niezłe stadka karpi pokazywały się tuż pod nosami niektórych zespołów, które w amoku kibicowania w ogóle tego nie widziały. Jestem pewien, że natychmiastowa reakcja i przeniesienie zestawów nieco obok, przyniosłaby brania. No cóż, 1:0 dla piłki. Telewizora nie mieli zwycięzcy zawodów, ale wcale nie z tego powodu wygrali. Muszę przyznać, że tak znakomicie łowiących karpiarzy dawno nie widziałem. Witek Smolarczyk i Arek Rusowski bezbłędnie ?przeczytali? wodę i łowili tam, gdzie inni w ogóle nie pomyśleliby o położeniu zestawów. Nie wspominam tu już o sprawach przynętowych, bo to temat na osobną opowieść pod tytułem ?dlaczego podczas zawodów ludzie robią wszystko, aby nie złowić karpia?
Faza grupowa Mundialu już się zakończyła, przed nami najbardziej emocjonująca część pucharowa. No i stoję przed dylematem, bo z jednej strony niesłychane kopane atrakcje, a z drugiej umówiona zasiadka. Już wiem, że zwycięży zew karpiowy, bo jak długo można wytrzymać bez łowienia?
Połamania wędek,
Przemysław Mroczek
Słyszałem od Wielkiego Łba, że w przyrodzie występują pewne cykle. Twierdzi on, że suchość ma cykl 4-letni. W sumie trudno mu odmówić racji. Rzeczywiście sam zauważyłem, że co 4 lata suszaki odprawiają te same rytuały. Przyjeżdżają nad mokrość i w ogóle nie interesują się tym co tu u nas się dzieje. To bardzo dobry okres dla nas, bo dostajemy sporo smakowitego żarcia, natomiast często zdarza się, że w mokrości nawet nie lądują pachnące, ale kłujące kulki. Suszaki zdają się być zajęci jakimś tajemnym misterium, bo siedzą w swoich norach i strasznie krzyczą do takiego prostokątnego migającego bożka. Nawet zapamiętałem, że przyzywają jego moce okrzykiem ?Goooool?. Stąd ten cykle jest u nas nazywany Wielkim Goooolem. Swoją drogą dziwne są te wierzenia suszaków, przecież każde normalne stworzenie wie, że jedynym i prawdziwym bóstwem jest żółty świecący okrąg regularnie pojawiający się i znikający. No cóż, suszaki mają przed sobą jeszcze długi okres rozwoju, zanim zrozumieją prawa rządzące naturą?
Felek Płetwa
Komentarze